środa, 30 września 2015

Polecam: 3 książki o książkach! #3



Witam wszystkich w kolejnej odsłonie serii "Polecam"! Dzisiaj na celowniku mamy trzy książki, które zawierają się w tematyce książek właśnie ;-). Zachęcam do przeczytania!
źródło: http://poczytajmi.blox.pl/resource/atramentowe_serce.jpg

1) "Atramentowe serce" Cornelia Funke
To pierwszy tom trylogii Cornelii Funke z pogranicza fantastyki i baśni. Książka ta opowiada o młodej dziewczynce Meggie i jej ojcu Morimerze Folcharcie, który zajmuje się odnawianiem starych książek. Meggie zawsze zastanawia się, dlaczego tata nigdy nie czyta jej żadnych książek. Zagadka ta rozwiązuje się wraz z przybyciem do ich domu tajemniczego Smolipalucha. Bardzo polecam całą trylogię, nie tylko młodym czytelnikom, ale też dorosłym. Dobrze jest się czasami wciągnąć w świat baśni ;-).

2) "Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon
"Cień wiatru" to jedna z trzech powieści Zafona, w której akcja napędzana jest księgarnią "Sempre i Synowie". W tej części (pierwszej), głównym bohaterem jest młody chłopak, Daniel Sempre, który na Cmentarzy Zapomnianych Książek odnajduje powieść niezwykłego pisarza Juliana Caraxa i od tej  chwili jego jedynym celem jest dowiedzenie się jak najwięcej o pisarzu i znalezienie jego pozostałych książek. Niespodziewanie okazuje się, że jest jedna osoba, która również pożąda książek Caraxa, jednak w zupełnie innym celu.
źródłó: http://3.bp.blogspot.com/-e3pmWRhJWck/UWxjeZHqIrI/AAAAAAAAFkA/4q79QT3AUPQ/s1600/dom+z+papieru.jpg

3) "Dom z papieru" Carlos Maria Dominguez
To bardzo krótka książka o mężczyźnie, który stwierdza, że książki zabijają, dzięki któremu to podejrzeniu poznajemy historię faceta mającego obsesję na punkcie książek. Ma ich pełno, nawet w łazience - kąpie się nawet w zimnej wodzie by nie zawilgotniały. Co tu więcej napisać? Mogę tylko zachęcić Was do przeczytania!

Pozdrawiam ;-).

wtorek, 29 września 2015

Co u mnie nowego? #3

Cześć!
Jest wtorek, a ja witam Was w kolejnej serii "Co u mnie nowego?".


W tym tygodniu w moim życiu zaszły ogromne zmiany! Przeprowadziłam się właśnie do akademika i znów wracam na moje ukochane studia! Trochę trwało, zanim doprowadziłam wszystko do jakiegokolwiek ładu. Szczerze mówiąc ciężko jest zostawić wszystko w domu, spakować parę walizek i zacząć jakby życie na nowo. Człowiek jednak przyzwyczaja się do pewnego trybu życia i z czasem dziwnie jest się przestawić. Dlaczego tak piszę? W poprzednim tygodniu głównie opiekowałam się swoją chrześnicą, ale nie narzekam!
A dziś? Dziś siedzę w pokoju w akademiku, piję kawę i za chwilę idę czytać książkę!
W sprawie książek, to u mnie nic nowego, dalej czytam "Ogród księżycowy" Agnieszki Krawczyk. Później zamierzam wziąć się za jakiś romans, albo może powieść Sparksa...? Sama nie wiem.

W ostatnią sobotę byłam na oficjalnym dniu DKMS, by móc się zarejestrować jako potencjalny dawca komórek macierzystych. Już od dawna chciałam to zrobić, jednak nie miałam okazji, a pakiet rejestracyjny nigdy do mnie nie przyszedł. Myślę, że na prawdę warto się zarejestrować w bazie potencjalnych dawców, ponieważ zawsze jest szansa, by komuś pomóc. Jeśli ktoś ma okazję, to polecam również udanie się na dzień dawcy, organizowany czasami w niektórych miastach (ostatnio w Stargardzie Szczecińskim!.
Jeśli ktoś chciałby się zgłosić przez stronę internetową, należy najpierw wypełnić formularz zgłoszeniowy, podać swój pełen adres i czekać na pakiet rejestracyjny. Razem z pakietem rejestracyjnym przychodzi nam patyczek, którym robimy wymaz wewnętrznej strony polika i wysyłamy do Fundacji. Później już czekamy na telefon, w razie jakby znalazł się dla nas bliźniak genetyczny, któremu moglibyśmy pomóc.

Sprawa troszeczkę inaczej wygląda na dniu DKMSu. Najpierw podchodzimy do jednej z osób współpracujących z Fundacją, podajemy swoje dane. Mi osobiście wytłumaczono na czym polega bycie dawcą, w jaki sposób pobierane są komórki macierzyste, oraz kilka razy spytano, czy na pewno chcę nim zostać. Na sam koniec dostałam mały pojemniczek, do którego pobrano mi krew. Zajęło to zaledwie kilka minut, a kto wie, może komuś kiedyś pomogę.

Więcej informacji można oczywiście uzyskać u źródła, czyli na stronie internetowej Fundacji (>klik<).

W tej serii to już tyle. Zachęcam do czytania mojego bloga.
Pozdrawiam!

sobota, 26 września 2015

Spotify - czy warto...?

Cześć!
Dzisiaj przychodzę do Was z czymś zupełnie innym, niż książki. Zapraszam do czytania!

Muszę przyznać, że jestem raczej osobą, która bardzo lubi przestrzegać prawa. Znajomi czasami złoszczą się na mnie, gdy o trzeciej w nocy stoję przed pustą ulicą, czekając aż światło zmieni się na “zielone”. Czasami nawet wolę spóźnić się na tramwaj, niż złamać jakąś z góry ustaloną zasadę. Dlatego też w życiu stawiam na “oryginalność” (i nie, nie chodzi mi o oryginalny wygląd, czy “pumę” na każdej części garderoby), dlatego za wszelką cenę unikam piractwa. Za czasów liceum było to dość łatwe, ponieważ kieszonkowe wystarczało mi na płyty moich ulubionych wykonawców i odsłuchiwałam je chętnie na domowym sprzęcie. Później jednak nadeszły czasy studiów i coraz ciężej było o dodatkową kasę na płyty (nie ukrywajmy, ale pomiędzy włożeniem czegoś do garnka a kupieniem nowej płyty wybierałam zawsze jedzenie). W tym czasie muzyki słuchałam na youtubie, ale na dłuższą metę nie było to dobrym rozwiązaniem. I wtedy z pomocą przyszła mi aplikacja Spotify.

Czym jest Spotify i jak to działa?
Spotify to aplikacja działająca na wielu platformach (komputer, tablet, telefon, smartTv...), za pośrednictwem której możemy słuchać swojej ulubionej muzyki z całego świata. Do wykorzystania są dwie opcje - albo zakładamy konto i słuchamy muzyki za darmo (odtwarzanie losowe piosenek wybranych artystów, dostępne tylko w trybie online), lub po założeniu konta wykupujemy opcję premium (poza odtwarzaniem losowym możemy również tworzyć playlisty, słuchać w trybie offline itd.). Plusem tutaj jest to, iż za pośrednictwem jednego konta możemy słuchać muzyki na wielu platformach jednocześnie - brak ograniczeń sprzętowych, co do ilości.



Czy warto korzystać z wersji premium?
Odkąd założyłam sobie konto na Spotify, to od razu wypróbowałam 30 dni za darmo konta premium, ale już pierwszego dnia postanowiłam zainwestować w nie ponownie. Podoba mi się, że za niecałe 20 zł miesięcznie mogę słuchać muzyki bez ograniczeń. Ściągając muzykę w internetu jesteśmy często ograniczeni tylko tymi piosenkami, które mamy zapisane na mp3, czy telefonie. Tutaj sytuacja się zmienia, ponieważ w każdej chwili możemy połączyć się z internetem i wyszukać piosenki, na którą akurat mamy “nastrój”. Poza tym kupując Iphone’a liczyłam się z tym, że jestem zbyt leniwa na kombinowanie z nielegalną muzyką, a na piosenki z AppStore mnie szczerze mówiąc nie stać. Dlatego aplikacja ta świetnie się w tym wypadku sprawdza!



Podsumowując jestem pozytywnie nastawiona do tej aplikacji, korzystam z niej nie tylko na telefonie i komputerze, ale również i telewizorze. Baza muzyki też jest bardzo pokaźna, możemy korzystać z gotowych playlist, przygotowanych specjalnie na relaks, imprezę, czy naukę. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie korzysta z tej aplikacji, to bardzo ją polecam :).

Pozdrawiam!

środa, 23 września 2015

Co u mnie nowego? #2



Cześć!
Dzisiaj wtorek, a ja witam Was w kolejnej odsłonie cyklu "Co u mnie nowego?".
Ostatnie tygodnie mijały mi dość szybko, zainteresowana byłam głównie swoimi studiami i sesją poprawkową, o której ostatnio pisałam. Na całe szczęście wszystko minęło i mogę spokojnie wrócić do blogowania!
W tym tygodniu ostatecznie porzuciłam czytanie "Cienia wiatru" Zafona i wzięłam się solidnie za książkę, którą pożyczyła mi moja przyjaciółka. W ten też sposób po dłuższej przerwie "uporałam" się z "Wiecznymi" Almy Katsu i udało mi się napisać o tej powieści kilka słów. 
Muszę przyznać, że moja przygoda czytelnicza może spokojnie podzielić się na wiele okresów. Jeszcze około roku temu czytałam jedynie kryminały, od Cobena aż po Christie, by po czasie zaprzestać na chwilę z książkami. Później "wciągnęłam" się w literaturę z okresu II wojny światowej, głównie powieści miłosne, pisane z perspektywy osób, którym udało się przeżyć. Jak można się domyślić i takie książki mi "zbrzydły", więc w obecnym czasie zainteresowałam się historiami miłosnymi, zaczynając od "Na ratunek" Sparksa, przez wspomnianych wcześniej "Wiecznych" Katsu, po aktualnie czytaną przeze mnie powieść polskiej pisarki Agnieszki Krawczyk "Ogród księżycowy". Co będzie dalej? Nie wiem, być może wciąż nie będę "nasycona" (nie wiem, czy to dobre słowo...?) powieściami miłosnymi i zacznę szukać kolejnych ciekawych egzemplarzy.
Ostatnio na Instagramie pokazywałam zdjęcie piwa grejfrutowego z wyskakującą słomką (uwaga! Ta słomka naprawdę wyskakuje z puszki!), chwaląc się przy tym oglądanym meczem. Niestety nikt z moich przyjaciół nie rozumie mojego zainteresowania piłką nożną, a w szczególności meczami granymi przez naszą reprezentacje. Ja zawsze oglądam każdy mecz i zawsze wierzę w naszą drużyne! I tak już mi chyba zostanie ;-). 
Niedługo pakuję swoje rzeczy i wracam do akademika, bo studia czekają. W związku z czym zaczęłam wciągać się w nowe "hity", które będziemy słuchały ze swoją współlokatorką. I w ten oto sposób, przeglądając listę top 50 na Spotify natrafiłam na dość starą już piosenkę Fifth Harmony "Worth It". Dziewczyny z "Fifth Harmony" dały niezłego czadu z tą piosenką, ja osobiście znałam je z wolnego coveru "Mirrors" z youtube'a (klik).
To już wszystko w tym cyklu. 
Pozdrawiam!

poniedziałek, 21 września 2015

Recenzja "Wieczni" Almy Katsu

Autor: Alma Katsu
Tytuł: Wieczni
Przekład: Alina Siewior-Kuś

"Miłość zbyt silna może zmienić się w truciznę i przynieść wielkie nieszczęście".

Czy można przeżyć taką miłość, że aż dech zapiera w piersiach? Nigdy nie pokochać nikogo mocniej od tego jedynego, pierwszego...? Kochać tak bardzo, by móc popełnić zbrodnie żywioną jedynie tą miłością? I czy w ogóle taka miłość istnieje? Na wszystkie te pytania znajdziemy odpowiedź w książce Almy Katsu "Wieczni".

Głównym bohaterem powieści jest doktor Luke Findley, który rozpoczyna wieczorny dyżur w szpitalu w swoim rodzinnym mieście St. Andrew. Spodziewając się kolejnych nudnych przypadków obrażeń swoich mieszkańców miasteczka, zdziwiony poznaję młodą kobietę o imieniu Lanny, którą policja nagle przyprowadza. Kobieta twierdzi, że właśnie zabiła mężczyznę, na dodatek założyciela miasteczka z XIX wieku, twierdzi również, że sama urodziła się w tych czasach i zaczyna opowiadać historię sprzed dwustu lat.

"Wieczni" to opowieść nie tylko o lekarzu, na którego drodze staje młoda nieznajoma. Jest to również historia Lanny i jej wielkiej miłości do przyjaciela sprzed lat, ale także opowieść Adaira, przyjaciela Lanny, który wprowadza ją w świat zmysłowych rozkoszy i pozornie nieograniczonej władzy.

Adair pokazuje Lanny jej ogromną wartość, mówiąc: "Męska żądza to rzecz potężna. Może zmienić siłacza w bezsilną istotę. Na widok kobiety, która go fascynuje, odda wszystko, byle ją mieć. Zapamiętaj Lanore: wszystko".

"Powinniśmy mieć wielką miłość", mówi Lanore do Jonathana, jednak te słowa nigdy się nie spełniają.

Książka ta nie tylko pokazuję potęgę miłości, którą może czuć kobieta do mężczyzny, ale również niespełnione pragnienia. To opowieść właśnie o tej niespełnionej miłości, która paraliżuje, skłania do zbrodni, złych czynów. Skłania tak na prawdę do wszystkiego, co tylko można dla niej zrobić, a dla niej można zrobić właściwie wszystko...